| Husyt Jazz / Smooth Jazz |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . |
| Autor | Wiadomość |
| Adam Szulc
|
Posted: 22 Lis 2007 19:58:34 Użytkownik "Tomaszek" napisał (...) "Proste akordy gitarowe" nie stanowią części definicji, są
obserwacją fenomenologiczną prowadzącą do wniosku, że obiekt spełnia definicję. Kaczmarski tworzył muzykę w całym tego słowa znaczeniu masową, a warunkiem sine qua non masowości są proste harmonie. Że nie jest to warunek konieczny sam potwierdziłeś, zaliczając Mozarta do popu. Wystarczający też nie, bo czasami harmonie minimalistów, Satiego, boppersów sa niemal tak samo proste jak u Kaczmarskiego (powiedzmy, że Gintrowskiego). Kaczmarski stanowi bardzo zły przykład na ewentualną
niepopowość, bardzo zły. Tworzył prościutkie melodyjki, wykonywał je z prostym podkładem Miałem na myśli przede wszystkim słowa, o ile zgodzisz sie na włączenie słów do tematu. i wreszcie, co najważniejsze może - stał się masowy.
Wystarczy się przysiąść do byle ogniska; "Obława" pojawi się prędzej czy później, a "De natura sonoris" lub "A Love Supreme" - nigdy. I tu się mylisz, bo wiele lat temu na jakimś rajdzie w Bieszczadach czy Beskidzie Niskim męczyłem uczestników tematem z "A Love Supreme" na gitarze (tym śpiewanym, bo więcej nie potrafiłem zagrać). Bardziej muzykalny kolega grał (gdzie indziej) na flecie Kattornę. Wiem, proteza ale jeżeli mówi się "nigdy" to trzeba uważać. A czy masowość (by wrócić do tematu) czyni z dowolnego dzieła pop jeżeli jest popularne i możliwe do zaśpiewania. W takim razie popem są fragmenty wiadomych symfonii Beethovena czy ostinato z "All Blues" (bardzo dobrze się wykonuje płucząc gardło). i gdyby "Tren ofiarom Hiroszimy" był puszczany przez
wszystkie stacje radiowe dziesięć razy dziennie przez miesiąc, to i tak przebojem się nie stanie (ale co tam Tren, nawet kwartety Szostakowicza nie miałyby na to szans). I znowu sie mylisz. Posłuchaj drugiego i przypomnij sobie największe przeboje Budki Suflera. Ale spójrz na to od strony intencji twórcy: co zamierzał
Mozart, układając melodię marsza? Zamierzał stworzyć to, co stworzył: chwytliwą melodię. I ponieważ ludzkość ją bardzo polubiła, to stworzył pop. Gdyby się nie udało, to byłaby to muzyka klasyczna i można byłoby skupić się np. na różnych smaczkach rytmicznym, kontrapunkcie lewej i prawej ręki itp.. Polski Mozart jazzu czyli Namysłowski nie miał takiego szczęścia nawet we własnym kraju, więc pozostaje tylko zachwycać się smaczkami, lekceważąc ładne melodie. Bo to jest jazz. Dobrze kombinuję? Zgadzam się. Ale zauważ, że w naszych sporach Ty bardzo
często żonglujesz przykładem jako protezą dowodu, gdy ja, w roli tejże - uogólnieniem. Nie chce mi się sprawdzać jak było poprzednio natomiast teraz to jest szczególny przykład zwany kontrprzykładem. Czyli wystarczajacym do obalenia twierdzenia, które było sformułowane w bardzo rygorystyczny sposób. Wcale nie tak: Stąd wiele nieporozumień. Ja na przykład powiem: "zasada
jest taka, że w nocy się śpi" Nie pisałes o zasadzie tylko o tym, że gatunki nie mogą sie krzyżować. Istotnie, zapewne nigdy kot nie skrzyżował się z żabą, ale Ty równie kategorycznie chciałeś tę zasadę przenieść do obszaru muzyki. Ale oczywiście świat nie konczy się na Braxtonie czy Sky Church. Jest jeszcze Zappa, Piazzolla, poważna twórczość Jana Straussa (słaba), rubikujący Górecki, Ella Fitzgerald. Wymieniać dalej? Pozdrawiam |
| jazzjazz
|
Posted: 22 Lis 2007 22:25:22 "Proste akordy gitarowe" nie stanowią części definicji, są obserwacją fenomenologiczną prowadzącą do wniosku, że obiekt spełnia definicję. Kaczmarski tworzył muzykę w całym tego słowa znaczeniu masową, a warunkiem sine qua non masowości są proste harmonie. Kaczmarski stanowi bardzo zły przykład na ewentualną niepopowość, bardzo zły. Tworzył prościutkie melodyjki, wykonywał je z prostym podkładem i wreszcie, co najważniejsze może - stał się masowy. wszystko jedno jak nazwiemy , style , gatunki muzyczne posiadaja pewne charakterystyczne atrybuty. sekwencja tych atrybutow moze sie powtorzyc w innych stylach. jednak dwa rozne style / gtunki nie beda mialy dokladnie tych samych atrybutow ( jesli juz zostal przywolany DNA to tak jakby byla to sekwencja kodu DNA - per analogie) . to konkretne mierzalne cechy,jako ze pozna pora i jeszcez szumi mi w uszach po probie nie bede ich teraz wymienial. Grupa programistow i muzkow z usa stworzyla program komputerowy pozwalajacy na automatyzacje procesu produkcji muzyki !!!! tak dokladnie tak jest aczkowliek brzmi to upiornie . Program nazywa sie biab i mozna go niedrogo kupic. Sposrod wielu mozliwosci wymienie tylko pare - otoz mozna zadac dowolne akordy - niech to bedzie jakiegos standardu jazzowego , mozna z kilkuset styli wykonawczach i skladow zespolow wybrac jak ma byc utwor zagrany. Mozna np zarzadac sklad jak MJQ solo w stylu Parkera , calosc w stylu chopinowskim . Zdumiewajace . rzeczywiscie pierwiastki charakterystyczne z tych 3 roznych stylistycznie i gatunkowo rodzajow muzyki pojawia sie w jednym utworze - ale mozna tez wybrac np orkiestre swingowa solo b webstera i zadac do otworzenia akordy np ktorejs z kompozycji ellingtona - czylio cos co w rzeczywistosci zaistnialo. To nie dowiary jak sprawnie komputer radzi sobie z tym zadaniem Sekcja rytmiczna jest grana przez program niezwykle precyzyjnie na poziomie powiedzialbym absolwentow wyzszej szkoly muzycznej , aczkolwiek bez polotu. Sola przypominajace quasi improwizacje wprawdzie nie sa pierwszej wody i nieporywajace , jednak rozpoznawalne co do stylu. Jak moze wygladac fuzja np straussa z davisem - prosze bardzo rownie i taka kombinacje mozna wybrac. Brzmi to nieprawdopodobnie , ale to dziala . Sam posluguje sie tym programem w codziennej pracy , stanowi nieoceniona pomoc - na zawolanie mamy sekcej rytmiczna , np do cwiczen grajaca na poziomie byc moze trudno dostepnym wsrod wolnych muzykow w okolicy. Tzn jesli przjmiemy iz powstawanie nowych styli muzycznych zachodzi poprzez przenikanie tych chrakterystycznych atrybutow miedzy soba - jestesmy w stanie przy pomocy tego programu wykreowac nowe style , ktore w rzeczywistosci nie isnialy jeszcze i byc moze nigdy by nie powstaly , czy tez mozemy symulowac mozliwe kombinacje . pisze o tym by wskazac , ze rozne gatunki muzyczne sa dobrze opisane , rozpoznawalne, charakterystyczne algorytmy zdefiniowane. kto nie wierzy niech sie zaopatrzy w ten program a przekona sie sam. justjazz |
| Tomaszek
|
Posted: 23 Lis 2007 12:20:54 Użytkownik "Tomaszek" napisał
(...) "Proste akordy gitarowe" nie stanowią części definicji, są obserwacją
fenomenologiczną prowadzącą do wniosku, że obiekt spełnia definicję. Kaczmarski tworzył muzykę w całym tego słowa znaczeniu masową, a warunkiem sine qua non masowości są proste harmonie. Że nie jest to warunek konieczny sam potwierdziłeś, zaliczając Mozarta do popu. Wystarczający też nie, bo czasami harmonie minimalistów, Satiego, boppersów sa niemal tak samo proste jak u Kaczmarskiego (powiedzmy, że Gintrowskiego). Nie zaliczyłem Mozarta do popu. Napisałem wyraźnie, że niektóre utwory Mozarta są popowe. Dałbym się za to stwierdzenie spalić na stosie. W ogóle nie ma sensu zaliczanie tu Mozarta do czegokolwiek, bo dyskutujemy o gatunkach muzyki, a nie kompozytorów. Co do reszty tego akapitu: "niemal" czyni różnicę. Kaczmarski stanowi bardzo zły przykład na ewentualną niepopowość, bardzo
zły. Tworzył prościutkie melodyjki, wykonywał je z prostym podkładem Miałem na myśli przede wszystkim słowa, o ile zgodzisz sie na włączenie słów do tematu. Nie zgodzę się, niby dlaczego miałbym się godzic na takie cosik? To w takim razie piosenki Starego Dobrego Małżeństwa nie są popowe, bo ze świetnymi tekstami Stachury lub Leśmiana?! i wreszcie, co najważniejsze może - stał się masowy. Wystarczy się
przysiąść do byle ogniska; "Obława" pojawi się prędzej czy później, a "De natura sonoris" lub "A Love Supreme" - nigdy. I tu się mylisz, bo wiele lat temu na jakimś rajdzie w Bieszczadach czy Beskidzie Niskim męczyłem uczestników tematem z "A Love Supreme" na gitarze (tym śpiewanym, bo więcej nie potrafiłem zagrać). Bardziej muzykalny kolega grał (gdzie indziej) na flecie Kattornę. Wiem, proteza ale jeżeli mówi się "nigdy" to trzeba uważać. A dlaczego więcej nie potrafiłeś zagrać? A gdybyś potrafił, to byś zagrał? Utwór jako całość jest nie do zagrania przy ognisku i dobrze o tym wiesz. A czy masowość (by wrócić do tematu) czyni z dowolnego dzieła pop jeżeli
jest popularne i możliwe do zaśpiewania. W takim razie popem są fragmenty wiadomych symfonii Beethovena czy ostinato z "All Blues" (bardzo dobrze się wykonuje płucząc gardło). Fragmenty pewnych utworów są popowe, ale to nie znaczy, że te utwory należą do popu! Wiadome czy niewiadome symfonie Beethovena nie są popowe, bo mało kto ich słucha w domu dla odprężenia w oryginalnej aranżacji i w całości. i gdyby "Tren ofiarom Hiroszimy" był puszczany przez wszystkie stacje
radiowe dziesięć razy dziennie przez miesiąc, to i tak przebojem się nie stanie (ale co tam Tren, nawet kwartety Szostakowicza nie miałyby na to szans). I znowu sie mylisz. Posłuchaj drugiego i przypomnij sobie największe przeboje Budki Suflera. No i co się wtedy stanie tajemniczego? Słuchałem Drugiego nie raz, podobnie swego czasu przebojów Budki, nie wiem, co ma piernik do wiatraka. Że pobrzmiewają pewne zwroty melodyczne? Łojezu, Adam, ależ to właśnie czyni pop popem! Że jest gatunkiem pasożytniczym. Nie wszystko tam jest wynikiem pasożytnictwa, ale bardzo dużo. Te różne pourywane beethoveny i vivaldie, z niezawodnym unc-unc perkusji i basu, to całe najgorsze możliwe muzyczne gówno. Jeżeli tego rodzaju ekskrementy mają służyć do obalania tezy, że muzyka poważna to nie pop i vice versa, to ja wysiadam z tego wątku. Ale spójrz na to od strony intencji twórcy: co zamierzał Mozart,
układając melodię marsza? Zamierzał stworzyć to, co stworzył: chwytliwą melodię. I ponieważ ludzkość ją bardzo polubiła, to stworzył pop. Gdyby się nie udało, to byłaby to muzyka klasyczna i można byłoby skupić się np. na różnych smaczkach rytmicznym, kontrapunkcie lewej i prawej ręki itp.. Polski Mozart jazzu czyli Namysłowski nie miał takiego szczęścia nawet we własnym kraju, więc pozostaje tylko zachwycać się smaczkami, lekceważąc ładne melodie. Bo to jest jazz. Dobrze kombinuję? Niedobrze. Gdyby marsz Mozarta nie stał się tak popularny, to byśmy o nim w ogóle nie rozmawiali, ani o smaczkach ani o czymkolwiek. To, że masowość urasta do rangi dowodu na popowość nie oznacza przecież, że, na odwrót, brak powodzenia u mas gwarantuje "poważność" muzyki! Albo stworzyłeś dobrą kompozycję popową (docenią ją masy), albo złą. Albo stworzyłeś dobrą kompozycję poważną lub jazzową (docenią Cię krytycy i koneserzy), albo złą. W obu przypadkach brak docenienia, ale przypadki diametralnie różne. Nie pisałes o zasadzie tylko o tym, że gatunki nie mogą sie krzyżować.
Istotnie, zapewne nigdy kot nie skrzyżował się z żabą, ale Ty równie kategorycznie chciałeś tę zasadę przenieść do obszaru muzyki. Ale oczywiście świat nie konczy się na Braxtonie czy Sky Church. Jest jeszcze Zappa, Piazzolla, poważna twórczość Jana Straussa (słaba), rubikujący Górecki, Ella Fitzgerald. Wymieniać dalej? W każdym przypadku konkretny UTWÓR należy do popu lub nie należy, nie ma w tym sprzeczności. Zappa tworzył masę przebojów i wtedy był popowy, a gdy nie był, to bywał poważny lub jazzowy. Ella jest popowa cała, choć ambitna. Górecki tworzy coraz częściej pop. Piazzola odwrotnie, od popu przeszedł na stronę powagi, co w tym dziwnego lub sprzecznego? Nie ma sensu wymieniać. Stylów i podgatunków są setki i przecież w tym jesteśmy zgodni. Pozdrawiam Tomaszek |
| Adam Szulc
|
Posted: 24 Lis 2007 15:25:11 Użytkownik "Tomaszek" napisał (...) Nie zaliczyłem Mozarta do popu. Napisałem wyraźnie, że
niektóre utwory Mozarta są popowe. Dałbym się za to stwierdzenie spalić na stosie. W ogóle nie ma sensu zaliczanie tu Mozarta do czegokolwiek, bo dyskutujemy o gatunkach muzyki, a nie kompozytorów. To akurat nie ma znaczenia, skoro uważasz że niektóre jego utwory są popowe a niektóre poważne. Chyba że bedziesz upierać się iż postawił miedzy nimi ścisłą granicę. Ale tak nie jest, bo musiałby np. podzielić symfonię Jowiszową a nawet Requiem (nikt tego nie zrobił, bo to muzyka pogrzebowa; ale przebojowa jak diabli, a może nawet wszyscy święci). Zatem te gatunki moga się krzyżować, przenikać i dawać potomstwo. O ile w ogóle da się je wydzielić według Twoich kryteriów, czym zaraz też się zajmę. (...) Miałem na myśli przede wszystkim słowa, o ile zgodzisz
sie na włączenie słów do tematu. Nie zgodzę się, niby dlaczego miałbym się godzic na takie cosik? Bo Kaczmarski był w pierwszej kolejności autorem słów. To w takim razie piosenki Starego Dobrego Małżeństwa nie
są popowe, bo ze świetnymi tekstami Stachury lub Leśmiana?! Te teksty to tylko rekompensata za muzyczne smęcenie. Ale ona nie jest ich własnością. (...) Fragmenty pewnych utworów są popowe, ale to nie znaczy, że
te utwory należą do popu! Wiadome czy niewiadome symfonie Beethovena nie są popowe, bo mało kto ich słucha w domu dla odprężenia w oryginalnej aranżacji i w całości. Ja słucham dla odprężenia i chyba wiekszość uczestników tej drugiej listy dyskusyjnej, na której sie spotykamy. Ale akurat nie o to chodzi. Przedtem podałeś "Marsza Tureckiego" jako przykład muzyki pop, bo potrafi go zanucić każde dziecko. Nie potrafi zanucić marsza tylko jego fragment (nawet nie całą linię melodyczną). (...) Gdyby marsz Mozarta nie stał się tak popularny, to byśmy o
nim w ogóle nie rozmawiali, ani o smaczkach ani o czymkolwiek. To, że masowość urasta do rangi dowodu na popowość Czyli jednak masowość decyduje o popowości. "Oda do radości" też jest masowa - czy to z tego powodu pop? Napisałem to tylko, żeby upewnić Ciebie i siebie, ze to co stwierdziłeś wcześniej to nie przejęzyczenie: utwór masowy musi być muzyką pop nawet jeżeli autor w innych fragmentach tego utworu stworzył rzeczy niepopularne. nie oznacza przecież, że, na odwrót, brak powodzenia u mas
gwarantuje "poważność" muzyki! Tego nie napisałem - gupi nie jezdem. Kompozycje Namysłowskiego są wartością samą w sobie więc nie brak powodzenia zadecydował o ich (jazzowej) poważności. Chodziło mi o to, że - zgodnie z Twoim rozumowaniem - mogłyby stać sie popem gdyby stały się popularne. Czyli ze nie sama muzyka decyduje o tym czy cos jest pop. Nie pisałes o zasadzie tylko o tym, że gatunki nie mogą
sie krzyżować. Istotnie, zapewne nigdy kot nie skrzyżował się z żabą, ale Ty równie kategorycznie chciałeś tę zasadę przenieść do obszaru muzyki. Ale oczywiście świat nie konczy się na Braxtonie czy Sky Church. Jest jeszcze Zappa, Piazzolla, poważna twórczość Jana Straussa (słaba), rubikujący Górecki, Ella Fitzgerald. Wymieniać dalej? W każdym przypadku konkretny UTWÓR należy do popu lub nie
należy, To też jest nieprawda, bo (powtarzam się) granice są płynne. Natomiast te nazwiska są dowodem na to, że trzy gatunki, w których zamknąłeś muzykę, mogą się krzyżować i dawać bardzo udane potomstwo. Pozdrawiam |
| Jagoda Tomasz
|
Posted: 28 Lis 2007 08:53:45 Nie ma smooth jazz w Polsce.Jest tylko smutjazz :p Pojawiło się wiele składanek typu "The Best Smooth Jazz... Ever!" Krytycy
uważają, iż taki gatunek nie istnieje. A co o tym sądzicie wy- słuchacze? |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . |