| ° Forum ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
| giełda samochodowa || giełda - części samochowe || Sprzedaż samochodów Mercedes || |
| Husyt Jazz / Nadzieja |
| Autor | Wiadomość |
| George
|
Posted: 28 Kwi 2007 21:21:58 Po okresie zastoju, nagle, dotarło do mnie kilkanaście nowych płyt. Może nie wszystkie nowe "jako takie", ale nowe dla mnie. Zacząłem ich słuchać w przypadkowej być może kolejności; w efekcie jednak Braggtown Marsalisa, jako 6-miesięczne, a więc wyrośnięte niemowlę, na dobre zacząłem słuchać całkiem niedawno. I od razu przyznaję się bez bicia, że rozmiłowałem się w tej płycie niesłychanie. Po n-tym przesłuchaniu zaangażowałem Google w poszukiwaniu recenzji no i nie rozczarowałem się - zasadniczo recenzenci są zgodni co do mojej oceny. Z jednym być może wyjątkiem. Chodzi mi o The Hope Joey Calderazzo. Przyznaję, że w niektórych fragmentach tego utworu autentyczny dreszcz wędruje mi po plecach, podczas gdy Robert Żurawski w Diapazonie zbywa ten utwór jednym i to niezbyt entuzjastycznym zdaniem: Cytat: " Kompozycja spokojniejsza, a Marsalis czaruje słodkim, może nazbyt słodkim brzmieniem swojego sopranu." Zastanawiam się, czy "słodycz" musi być synonimem kompozycji, ew. wykonania niższej kategorii. Wszakże może być słodycz podłej herbaty osłodzonej kilkoma łyżeczkami cukru, a może być też i słodycz piekielnie mocnej arabskiej kawy, podawanej w maleńkich filiżankach i koniecznie z dużą ilością cukru. Jako kawosz od wielu, wielu lat, przyznaję, że w domu piję kawę tylko gorzką i bez cukru. Jednak miałem okazję spróbować i tej kawy pitej na arabski sposób; ona również ma swój "sens". Z jaką kawą mamy Waszym zdaniem do czynienia w przypadku Nadziei Marsalisa? Jurek Plieth. |